WEEKEND U DZIADKÓW


27. 08 SOBOTA

6:00 rano pobudka. Nie, nie to nie Oliś nas obudził tylko hałas za oknem. Od niedawna pod naszym balkonem zaczęła się budowa nowych bloków. Oznacza to tylko jedno - codziennie rano przez kilka miesięcy będzie budziła nas pracująca koparka :/ 
Zaraz po przebudzeniu zjedliśmy śniadanie i nie tracąc czasu wyruszaliśmy w drogę do moich rodziców. Na trasie zaplanowaliśmy godziny piknik, taki jak za dawnych dobrych czasów. Dzień wcześniej razem z mężem przygotowaliśmy różne przekąski. Rano zaparzyliśmy tylko czystek do termosu i byliśmy gotowi. W sumie to już nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam na pikniku, chyba jakieś 20 lat temu :D


















28. 08. NIEDZIELA

To był czas, który spędziliśmy w ogrodzie pijąc gorącą kawę zajadając się przepysznym sernikiem, który upiekła moja mama. Olivier świetnie bawił się, a my w końcu mieliśmy chwilę by odetchnąć i zrelaksować się przed nadchodzącym tygodniem. Po południu wyruszyliśmy z powrotem do domku. Tak wyglądał nasz weekend. Oczywiście tradycyjnie, ani na chwilę nie wypuszczaliśmy z rąk aparatu, czego efekt macie okazję zobaczyć w niniejszym poście. 

Mam nadzieję, że Wasz weekend również należał do udanych. Na brak słońca w końcu nie mogliście narzekać :)




I czas wracać do Poznania :))


TO KONIEC! STAŁO SIĘ! JEDNAK SIĘ ROZSTAJEMY...


To trwało zbyt długo! Obecny stan rzeczy wymagał gwałtownej reakcji. Musiałam w końcu powiedzieć STOP! Nie mogłam dłużej udawać, że wszystko jest idealne. Już sama nie wiem jak długo z powodu tego wszystkiego dobrze nie spałam. Żal mi tamtych nocy, bo nikt mi już ich nie zwróci. OK, koniec tej depresyjnej gadki! Nie będę już dużej ROZWODZIĆ SIĘ nad tematem mojego niewyspania. To już przeszłość! Do rzeczy! Właśnie rozstaliśmy się z naszą wysłużoną, rozkładaną sofą na rzecz porządnego piankowego materaca. Odżyłam! 


Od dłuższego już czasu rozważałam wymianę rozkładanego tapczanu na porządne łózko w komplecie z dobrym materacem. Dlaczego? Generalnie spało nam się nie najlepiej. Było za twardo i dosłownie łamało nas w kościach. Nie pomagały nowe poduszki, pościele i inne gadżety z designerskich meblowych sieci sklepów. Problem tkwił po prostu w samym podłożu do spania, które było jakby to powiedzieć nieodpowiednie. Poniekąd zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić, jednak ni stąd ni zowąd spadł nam dosłownie z nieba materac EMMA. Bez wahania zgodziłam się na wysyłkę tego kultowego produktu do testów w celu stworzenia obiektywnej opinii. 


Od otrzymania przesyłki minęło już trochę czasu. Nie chciałam pisać tego posta na szybko i pod wpływem emocji. Myślę, że dopiero dziś nadszedł odpowiedni moment, by powiedzieć Wam coś więcej o EMMIE. W naszym przypadku padło na materac w rozmiarze 180x200. EMMA przyjechała do nas w dwóch osobnych kartonach, były to dwa rdzenie o rozmiarach 90x200. Całość była pięknie zapakowana, co zapewne widać na zdjęciach. Rdzenie łączy się ze sobą eleganckim pokrowcem zapinanym na zamek błyskawiczny w spójną całość – łączenie modułów jest niewyczuwalne! Dlaczego tak jest? Producent po długiej fazie testowej zdecydował, iż dzięki takiemu rozwiązaniu EMMA będzie miała mniejszą podatność na odkształcanie, materac będzie bardziej elastyczny, dopasowany i jednocześnie zwiększy się jego punktowość. Zakłócenie spokojnego snu wskutek ruchu osoby śpiącej obok jest tym samym zminimalizowane. Brzmi pięknie prawda? Uwierzcie mi, że tak jest. Na EMMIE śpi się rewelacyjnie, nie tylko nam ale i Olivierowi, któremu EMMA na tyle się spodobała, że nie chce się wcale z nią rozstawać. Nie wierzycie? Zobaczcie sami!



Materac można ulokować na każdym suchym i stabilnym podłożu takim jak łózko, palety czy nawet podłoga. Na dzień dzisiejszy jesteśmy na etapie poszukiwania zgrabnego łózka, z podnoszonym do góry stelażem, jeśli możecie nam coś polecić to piszcie śmiało w komentarzach! Póki co nasza EMMA spoczywa spokojnie na panelach podłogowych i powiem Wam, że jest całkiem, całkiem. Niemniej co łóżko, to jednak łózko ;-) Wszystko w swoim czasie. Podsumowując, EMMA spełniła moje marzenia o dobrym i spokojnym śnie. Dzięki niej rozstałam się z wreszcie z niewygodną rozkładaną sofą. 



Bez wahania mogę polecić EMMĘ wszystkim, którzy w najbliższym czasie planują poprawić jakość swojego snu i nie tylko. Chcesz wiedzieć więcej zapraszam na oficjalną stronę EMMY (klik). Przy okazji gorąco zachęcam Was do wzięcia udziału w 100-dniowym teście EMMY z gwarancją zwrotu pieniędzy, gdyby materac nie spełnił Waszych oczekiwań. 


Co więcej macie ode mnie 75 Euro zniżki na zakup :-)!

Do następnego !!!

10 RZECZY ZA KTÓRE TWOJE DZIECKO CHĘTNIE BY TOBIE PODZIĘKOWAŁO








Wreszcie dzisiaj mogę zaprosić Was do obejrzenia naszego autorskiego, krótkometrażowego filmu. Choć tak naprawdę Dzień Matki jest raz w roku, to ja staram się celebrować go codziennie. Przez to krótkie nagranie chciałabym Wam pokazać w jaki prosty sposób można dostrzec wdzięczność Waszych pociech za każdą spędzoną wspólnie chwilę. 
Tak naprawdę kręcenie jakichkolwiek scen z dzieckiem to nie lada wyzwanie. Uważam, że mimo wszystko warto poświęcić te kilka godzin na uchwycenie tych najważniejszych momentów na pamiątkę. Tym filmikiem chciałabym otagować wszystkie koleżanki z YouTube'a (nie tylko) i zachęcić je do podobnych działań - satysfakcja gwarantowana :) 

MAMA I SYN


Kochani!
W poprzednim poście pisałam o fajnym miejscu,  które jest wręcz stworzone dla rodzin z dziećmi. Więcej o tym przeczytacie w poprzedniej notce (klik). Jeśli chodzi o samolot, który trzyma Oliś w rączkach, jest to zabawka marki Green Toys. Wszystkie produkty z tej serii projektowane są z najwyższą dbałością o środowisko i jego ochronę. Jako ciekawostkę dodam, iż zabawki trafiają do sklepów w opakowaniach, które pochodzą z ekologicznie przetworzonych materiałów, a wszelkie nadruki wykonane są atramentem z soi.  Pudełka Green Toys zdobyły nagrodę Greener Packaging Award, za najlepsze praktyki w zakresie procesów pakowania, które nie naruszają równowagi ekologicznej. 

Nasz samolot jest w kolorze czerwonym. Syn z chęcią zabiera go do kąpieli w wannie lub na działkę do dziadków, gdzie w zabawie odgrywa małą scenkę podczas której udaje, że samolot leci i ląduje. 

Zapraszam Was serdecznie na kilka ujęć zrobionych w drodze do  "Skaczącego Młyna"






MAMA

Bluzka - COS
Spodnie - NEW LOOK

SYN

Koszula - F&F
Spodnie - H&M
Ekologiczna zabawka, samolot - GREEN TOYS


SUNDAY WALK


Kochani!
Dzisiaj mała odskocznia od zdjęć z Lanzarote. Jak co niedziele, pakujemy aparat do plecaka i ruszamy w nieznane nam miejsca. Tym razem padło na piękny obiekt jakim jest "Skaczący Młyn", który jest oddalony 21 km od Poznania. Miejsce stworzone dla rodzin z dziećmi. Naszą wycieczkę zaczynamy od spaceru po obiekcie, a następnie kończymy siedząc na wygodnej sofie, delektując się smakiem kawy i ciasta. 


Do dyspozycji gości są także rowery, gokarty, trampolina, łódka i koparki (klik). Zanim zdecydujecie się pojechać do Skaczącego Młyna warto wpierw zadzwonić i dowiedzieć się czy obiekt jest czynny, gdyż najczęściej w sezonie letnim w weekendy odbywają się tutaj wesela, często z poprawinami.

Polecamy wybrać się Skaczącego Młyna nie tylko dla samych widoków :). Na miejscu zaznacie nie tylko ciszy i spokoju, ale także porobicie fajne, rodzinne zdjęcia.













OLIVIER:

Koszula - F&F
Spodnie - F&F
Buty - Danielki
Wózek - Greentom

MAMA
Bluzka - COS
Buty- NEW LOOK
Spodnie - NEW LOOK

FOTORELACJA Z LANZAROTE 1/2


Przyszedł czas na pierwszą część fotorelacji z Lanzarote. Od tygodni zastanawiałam się w jaki sposób opisać naszą podróż i pomyślałam, że najprościej będzie gdy przedstawię wszystko od początku, czyli krok po kroku. Aby Was nie zanudzać długimi opisami, pozwoliłam sobie na krótkie komentarze pod zdjęciami. Koniecznie dajcie znać, czy moje fotografie przypadły Wam do gustu. Tymczasem życzę udanego weekendu :).



Po 5 godzinach lotu wylądowaliśmy na wyspie Lanzarote. Była godzina 23:10. Różnica czasu pomiędzy Polską a Wyspami Kanaryjskimi wynosi 1 godzinę wstecz. Z lotniska mieliśmy 30 minut drogi autobusem do naszego hotelu. Po zameldowaniu nie mieliśmy pojęcia jaki piękny widok czeka nas już z samego rana. 


W pierwszym dniu zaplanowaliśmy, że zwiedzimy kurort Playa Blanca ("Biała Plaża"), który był oddalony od naszego hotelu około 5 km. Taka mała ciekawostka, nazwa wcale nie odnosi się do koloru piasku, a do kolorystyki zabudowy. 













Playa Blanca to typowy kurort z dużą ilością restauracji, barów i hoteli. Jeśli będziecie mieli okazję skorzystać z miejscowego baru to koniecznie wypróbujcie drink Mohito, który skonsumowany w tym miejscu zapewni wam niepowtarzalny smak oraz moc :) 




Za nami widać już Playa Blanca czyli cel naszej wyprawy w pierwszym dniu pobytu na wyspie :)






Po całym dniu wyprawy (10km spaceru promenadą) dotarliśmy wreszcie na kolację do naszego hotelu, gdzie spędziliśmy miło wieczór. Noc jednak okazała się bezsenna... Słoneczko zbyt mocno dało o sobie znać, także wiatr który przez większa część roku pojawia się na wyspie bywa bardzo zdradliwy. Pamiętajcie o kremach z filtrem! 30UV to zdecydowanie za mało dla naszej bladej, słowiańskiej karnacji :) Uff, dobrze, że zabraliśmy Panthenol!